1
środa, 7.kwietnia.2010, 23:39
Wszystko przez Lysiaka, Sylf, dwóch ciemnowłosych/ciemnookich samców i zbyt dużo Massive Attack.
Zamykamy oczy.
Stoję na polnej, wąskiej ścieżce. Jeśli spojrzę na prawo, widzę zboże wybijające dziury w nieboskłonie. Długie, złote nici wiją się pod wpływem wiatru, prześlizgując między słomianymi rurociągami, które łączą „górę” z „dołem”. Napęczniałe kłosy przypominają mi kobiety tuż przed rozwiązaniem, wsłuchuję się w ich pojękiwania i rozgniewane szepty. Obserwuję ich nieustanne zderzenia, bójki o najlepsze miejsce na porodówce. Gdyby tylko nie były do siebie tak podobne, z pewnością zdobyłabym się na odrobinę indywidualnej sympatii. Tak czy tak, owadzim akuszerkom absolutnie nie przeszkadza moja jawna obojętność, więcej, z pewnością jest im to na rękę {moje zbytnie zainteresowanie zaowocowałoby rychłą wizytą pośród łanów – dla porównania można wpuścić słonia na oddział ginekologiczny przepełniony niewiastami w stanie błogosławionym}. Do moich uszu docierają kojące słowa otuchy, pieśni spokoju i cichutko przekazywane plotki dotyczące ordynatora. Och, tatko nie bez powodu odradzał mi macierzyństwo.
Od zachodniej strony świata oddziela mnie ceglany mur, nie mam pojęcia kto mógł wpaść na tak niedorzeczny i nieestetyczny pomysł oddzielenia swojej posesji od reszty świata glinianą kurtyną. Spoglądam w górę i właściwie nie jestem w stanie stwierdzić jak wysoko sięga. Nie potrafię określić również dokąd się ciągnie i czy zdążę pokonać ścieżkę zanim słoneczna kula przetoczy się na drugą stronę nieba. Będąc osobą zapobiegawczą sprawdzam, czy praca murarzy była sumienna {jaką niewypowiedzianą ironią losu byłoby, gdyby po pokonaniu nieprzyjemnie dużej odległości w poszukiwaniu końca dane mi było w stanie skrajnego zmęczenia oprzeć się o ceglaną konstrukcję i ze zdumieniem odkryć, że można ją zburzyć bez większego wysiłku – proszę, oszczędźmy sobie kwestię działania sił grawitacji na cegły znajdujące się powyżej wyrwy}. Niestety dla mnie, a szczęśliwie dla zleceniodawcy pracownicy zatrudnieni do tej pracy byli z pewnością osobnikami uczciwymi i nie żałującymi materiałów zapewniających trwałość budowli. Nie pozostaje mi więc nic innego jak iść, nieważne czy ku północy czy południu – trasa wyglądała tak samo monotonnie i męcząco.
Otwieramy oczy.
Leżysz na mojej kanapie w swoim prążkowanym garniturze, czarnych skarpetach i wyjątkowo drogich butach. To absolutnie irytujące, że nie rozumiesz, jak niekomfortowym jest fakt istnienia plam na własnej, prywatnej sofie. Chciałabym ci to uzmysłowić, acz jest kilka przeszkód na drodze twojej edukacji. Po pierwsze i najważniejsze, nie posiadasz żadnej rzeczy, która spełniałaby funkcję mebla i wyglądałaby jak mebel, a ja aktualnie jestem pozbawiona dodatkowych funduszy, które mogłabym przeznaczyć na ten nader szczytny cel, jakim byłoby zabranie cię do, dajmy na to, IKEI. Po drugie, mam poważne wątpliwości, czy wśród wachlarza emocji, jakie odczuwasz może się znajdować poczucie bólu spowodowanego krzywdą twojej własności. Nie wyglądałeś na przejętego nagą wątrobą matki, czy rozczuli cię cierpiący fotel? Ostatnia kwestia, która od około godziny utrudnia mi prawidłowe funkcjonowanie – twoje wieloletnie doświadczenie zdobywane na Dalekim Wschodzie doprowadziło do czasowego paraliżu moich kończyn, co jak wiadomo, nie jest stanem ani przyjemnym ani pozwalającym na realizację jakichkolwiek bardziej skomplikowanych planów. Dlatego mogę jedynie rzucać w twoją stronę sfrustrowane spojrzenia, mając nadzieję, że w najgorszym przypadku znajdę jeszcze taki sam materiał obiciowy.
Około godziny dwudziestej pierwszej raczyłeś odebrać służbowy telefon. Dziękuję wszystkim siłom nadprzyrodzonym, które wpłynęły na twoją decyzję – gdy tylko odzyskam władzę w rękach nie omieszkam zmienić tej denerwującej melodyjki, jaką wybrałeś i jaka od trzydziestu minut w odstępach pięciominutowych wypełniała mój salon. Nie wyglądasz na zadowolonego z pozyskanych informacji, ba, pokusiłabym się o stwierdzenie, że twój rozmówca powinien miarę możliwości jak najszybciej opuścić miasto, zmienić nazwisko i modlić się, by przejechał cię autobus szkolny nim go znajdziesz. Mrużysz oczy i zaciskasz wargi, wyglądasz naprawdę uroczo.
x.
Szukam czegoś, co pozwoliłoby mi zrozumieć, dlaczego za każdym razem wracasz. Siedzisz naprzeciw i wywiercasz mi dziury w oczodołach swoim świdrowatym spojrzeniem. Zaskakujące połączenie stali nierdzewnej i mlecznej czekolady, która po piętnastu minutach nieprzejednanego oporu zaczyna oblepiać moje gałki oczne, moje zatoki, moje neurony. Przeszukujesz moją głowę, rozliczasz mnie z myśli, a twoim najcięższym argumentem jest cisza, jaka się między nami unosi.
Czasem żałuję, że cię nie kocham.
Nastrój:
tagi:
!. Opera 1024x768.